ma nadzieje,ze juz nikt nie czyta i moze pisac bez obaw...bo...wstyd tak pisac o zapatrzeniu w glebokie,madre oczy meza nieswojego ...bo nie powinna myslec o zniewalajacym usmiechu i o chlopiecym uroku dojrzalego mezczyzny...i o tym,jak ukradkowe spojrzenia rzucane co dziesiata sekunde,moga jednak byc zauwazone...i,ze w nowej pracy powinno sie skupiac na czyms zupelnie innym...i ze generalnie co to ma byc do cholery!
nie tak to wszystko mialo wygladac...